piątek, 29 kwietnia 2011

Stanowczo za dużo Chopina, czyli skończmy z tym romantyzmem!

Z żalem obserwuję pewien fenomen polskiego życia kulturalnego, polegający na udawaniu, że przed szeroko pojętym XIX wiekiem polskiej kultury w ogóle nie było. Najsilniej jest to widoczne w dziedzinie muzyki. Nieustannie dzieje się w Polsce coś chopinowskiego. Kompozytor ten kojarzy mi się głównie z jęczeniem i gruźlicą i tak jest odbierany przez młodych i starych, choć często boją się oni otwarcie przyznać, że wolą zdecydowanie radosne dźwięki Bacha, Haendla, Haynda i Mozarta, a nawet romantyków niemieckich jak Schumann czy Mendelssohn.

Czasem jeszcze uhonorują pamięć Wieniawskiego, rzadziej Moniuszki. Nie pamięta się o poważnych kompozytorach takich jak Karol Kurpiński czy Jan David Holland. Jeszcze gorzej jest z muzyką przedromantyczną, wrzucaną do wspólnego kotła o nazwie „muzyka dawna” lub „staropolska” (cóż u licha znaczy to słowo?). Towarzyszy temu skrajne uromantycznienie obrazu polskiej kultury. Nie pamięta się tak samo o Kochanowskim jak i Krasicki, bo wszystko niknie w Mickiewiczowskiej „zadumie” nad nie wiadomo czym. Często pojawiają się postulaty by kształtować w Polakach postawę pozytywistyczną. Nie uda się to bez zrównoważenia proporcji w prezentowaniu wytworów kultury. Mój promotor prof. Waldemar Łazuga twierdził, że Polacy nie umieją się nawet wzruszać inaczej niż po romantycznemu. Faktycznie Polakom brakuje wrażliwości typu barokowego właściwej Włochom (commuovente) i Hiszpanom, żywego dowcipu Francuzów i zdystansowanej ironii Brytyjczyków. Założę się, że Polacy nie zawsze tacy byli. Tak jak Tocqueville pisał o les philosophes, iż zarazili dotąd szczerych i radosnych Francuzów swoją kapryśnością, tak można powiedzieć, że romantyczna edukacja wpoiła Polakom niezdrowy i wyjęty z wszelkich proporcji tragizm, co widać obecnie bardzo wyraźnie na przykładzie PiS i sekty smoleńczyków, wśród których ów tragizm zaczyna żyć własnym życiem.

Co mam na myśli mówiąc o bogactwie dawnej kultury Polski przedromantycznej? Niedawno pisałem o muzyce w Poznaniu w XVII i XVIII wieku. Na przykładzie życia muzycznego samej tylko Wielkopolski tych czasów, regionu wcale nie najbardziej kulturalnie uprzywilejowanego, chciałbym ukazać nieco czytelnikom bogactwo kulturowe I Rzplitej, bogactwo, którego nie przypominamy w należytym stopniu, fetując ciągle paryskiego emigranta i żydowskiego skrzypka z XIX w.
Kultura muzyczna Poznania w XVII wieku sprowadzała się głównie do muzyki kościelnej, z tym, że repertuar jaki oferowano był szeroki. W poznańskich Kościołach grywano głównie dzieła Bartłomieja Pękiela, Adama Jarzębskiego i Marcina Mielczewskiego. Z barokowych kompozytorów Polskich związanych z Poznaniem można wymienić Jacka Szczurowskiego. J. Szczurowski, zwany Hyacinthus lub Roxolanus (ur. 18 sierpnia 1718, zm. 1773) był kompozytorem przełomu baroku i klasycyzmu. Do najważniejszych kompozycji autorstwa Szczurowskiego zaliczyć należy przede wszystkim utwory takie jak antyfony Ave Regina i Salve Regina, Introitus; koncerty kościelne Dziecino Boże, Infans pusille, Sub Tuum praesidium, Vanitas vanitatum, Vota mea; 9 litanii, motety (m.in. De Beata M., De Deo, Veni Creator, De Sanctis, Confessio et pulchritudo); 4 msze (m.in. Missa Emmanuelis), psalmy, Magnificat, Vesperae, utworów orkiestrowych oraz symfonii. Pod sam koniec XVIII wieku w Poznaniu pojawiały się także pierwsze prywatne kapele szlacheckie. Był również autorem muzyki świeckiej, utworów orkiestrowych, m.in. Symfonii – pierwszej polskiej (niestety, zaginionej) symfonii (1750). Obok Antoniego Milwida był jednym z pierwszych przedstawicieli muzyki symfonicznej w Polsce. Członek zakonu jezuitów w Kaliszu. Święcenia kapłańskie otrzymał w 1737. Przebywał w ośrodkach jezuickich w Kaliszu, Krośnie, Gdańsku, Toruniu, Krakowie, Jarosławiu i Poznaniu.

Jeśli chodzi o życie innego muzyka związanego z Wielkopolską Benedykta Cichoszewskiego wiemy bardzo niewiele. Nie znamy nawet jego konkretnej daty urodzenia. Wiadomo tylko tyle, że przyszedł na świat w Grodzisku Wielkopolskim w latach 80. XVII wieku. Przez całe życie był zakonnikiem. W klasztorze cystersów w Przemęcinie i Paradyżu pełnił funkcje śpiewaka i kompozytora.

Z kolei Mateusz Zwierzchowski urodził się w wielkopolskiej rodzinie szlacheckiej ok. roku 1713 natomiast zmarł 14 kwietnia 1768 roku w Gnieźnie. Niestety nie wiadomo, gdzie pobierał nauki jednak pewne jest to, że odebrał staranne wykształcenie nie tylko muzyczne, ale także jeśli chodzi o wiedzę ogólną. Najprawdopodobniej początkowo uczył go ojciec, który również był muzykiem i prowadził kapelę. Kiedy ojciec zmarł w 1739 roku Mateusz Zwierzchowski objął po nim funkcję „organisty kościoła metropolitalnego gnieźnieńskiego”. W jedenaście lat później kapituła gnieźnieńska powierzyła mu funkcję kierownika kapeli katedralnej. Wśród jego ok. 54 zachowanych utworów najważniejsze są Pastorella oraz Requiem.

W XVIII wieku ośrodkami życia muzycznego w Poznaniu były: kapele kościoła franciszkanów i kościoła farnego oraz klasztory cysterskie w miejscowościach: Grodzisk, Ląd, Przemęt, Bledzew. Gdzie tworzyli m.in. Wojciech Dankowski, Jan Nepomucen Merten, Wojciech Kostrzewski, Kasper Pyrczyński, Józef Pardecki , Antoni Raszko i Józef Bolechowski, oraz Mikulecki, Morawski i Pracheński.

Wojciech Dankowski (ur. ok. 1760, zm. po 1836) to polski kompozytor klasycyzmu, uznawany za typowego reprezentanta stylu galant w Polsce. Pochodził prawdopodobnie z Wielkopolski, choć niektórzy badacze przypuszczają, że rodzina kompozytora była czeskiego pochodzenia (nosił on początkowo nazwisko Danek). Działał w klasztorze cystersów w Obrze, katedrze w Gnieźnie oraz kościele farnym św. Marii Magdaleny w Poznaniu. Pełnił tam funkcję skrzypka, kapelmistrza, kompozytora, a prawdopodobnie również organisty. Od 1792 przebywał we Lwowie, gdzie był altowiolistą w tamtejszej orkiestrze operowej. Tam też poznał przybyłego ze Śląska Józefa Elsnera, który dyrygował lwowską orkiestrą. Wiadomo, że obaj muzycy się zaprzyjaźnili i że Elsner bardzo cenił zdolności kompozytorskie Dankowskiego, którego wspomina w swoim "Summariuszu" (pamiętniku pisanym przez Elsnera w latach 1839-41).Jego twórczość cieszyła się za życia autora dużą popularnością - jego utwory religijne przetrwały głównie w Wielkopolsce, ale także w innych regionach Polski (znaczny zbiór dzieł tego twórcy posiada Archiwum Jasnej Góry). Autografy jego kompozycji zachowały się w zbiorach muzykaliów po kapelach kościelnych w Grodzisku Wielkopolskim, Świętej Górze w Gostyniu, Fary Poznańskiej oraz w archiwaliach muzycznych Katedry w Gnieźnie. W zachowanej spuściźnie kompozytorskiej Dankowskiego ważne są przede wszystkim utwory religijne (msze, requiem, motety, litanie). Obecnie utwory Dankowskiego zaczynają być wydobywane z niepamięci, są wykonywane na koncertach oraz nagrywane na płyty. Wojciech Dankowski zyskał sobie jeszcze za życia sporą sławę. Jego utwory religijne zachowały się nie tylko w Wielkopolsce, ale również w innych regionach Polski w tym także na Jasnej Górze.
Do jego najważniejszych dzieł możemy zaliczyć przede wszystkim msze, litanie, motety oraz requiem. Co ciekawe obecnie twórczość Dankowskiego odkrywana jest na nowo i coraz częściej jego utwory wykonywane są na różnego rodzaju koncertach.

Józef Bolechowski to kompozytor działający w II poł. XVIII w., prawdopodobnie pochodzenia śląskiego. Liczne jego utwory rel. (msze, litanie, motety) zachowały się w archiwach pol. i czeskich, zaś Józef Zeidler to najwybitniejszy kompozytor w dziejach Gostynia i jeden z największych kompozytorów polskiego klasycyzmu.

Za muzykę wyłącznie świecką odpowiadała w Poznaniu kolegiata św. Marii Magdaleny, której Jan Wański (ur. 1762, zm. po 1821), dostarczał swych oper, mazurków, polonezów i symfonie. Od 1774 roku kapela kolegiaty była oficjalnie kapelą miejską Poznania. Kapela obsługiwała śluby, chrzciny, zaręczyny oraz bale w traktierniach. Jan Wański był kompozytorem i skrzypkiem urodzonym w Wielkopolsce w 1762 roku. Był autorem oper: Pasterz nad Wisłą (ok. 1786) oraz Kmiotek (1786–87), a także utworów kościelnych, tańców i trzech symfonii. Kapeli kolegiackiej muzyki dostarczał również Dankowski.

Warto dodać, że niedawno w Bibliotece UAM odkryto najstarszą polską znaną operę, pt. „Heca”, pochodzącą z czasów panowania Augusta II.
Zachęcam wszystkich do pamiętania o zapomnianych i niedocenianych skarbach polskiej kultury i do walki z romantycznym tragizmem. Rzeczywistość wymaga od nas bowiem aktywnej i racjonalnej postawy, a a także wiele dystansu.

Źródła:
*Topolski J. (red.), Dzieje Poznania do roku 1793, T 1**, PIW Warszawa/Poznań 1988, s. 699 i 907.
*http://z1.przeklej.pl/prze2073/6a300c12001fd7414d28c35a/kowalska-malgorzata-abc-historii-muzyki-doc
*http://www.polskiemuzy.pl/Kategorie.aspx?mas=96&kat=121&page=1

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz